niedziela, 26 lipca 2015

Rozdział I - "Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie..."

 Słuchawki na uszy i w drogę - tak, to moje motto... 
 Właśnie szłam przez miasto z moimi wielkimi, białymi słuchawkami na uszach. Ten dzień był wyjątkowo ruchliwym dniem, dlatego wolałam pospacerować po parku.
 Bardzo potrzebowałam tego spaceru. Ostatnio w moim życiu wydarzyło się zbyt wiele niemiłych rzeczy... Musiałam zebrać myśli. Już i tak straciłam aż tydzień na płacz i totalne załamanie. Teraz nie mogłam pozwolić sobie na to, aby ktoś nieważny zajmował moje myśli. 
 Wszystko zaczęło się w zeszłą sobotę, kiedy to dostałam sms'a od nieznanego przeze mnie numeru - "Twój ukochany Cię zdradza:)". Doznałam wielkiego szoku. Nie uwierzyłam. Od razu odpisałam, pytając z kim niby miałby mnie zdradzić, skąd taka informacja i kim jest osoba, pisząca do mnie. 
  "Idź do 'Waszej' kawiarni, to się przekonasz. Nie wiem, czy będziesz chciała jeszcze kiedyś gadać z nim lub ze swoją 'przyjaciółką'..."
 Zaniepokoiłam się. Ufałam mojemu chłopakowi - Jace'owi - jednak nie chciałam kusić losu. Uznałam, że po prostu pójdę do tej kawiarni, aby... wypić kawę. Przecież wcale nie musiało go tam być, ktoś mógł robić sobie żarty. Jednak gdy doszłam do kawiarenki, totalnie mnie zatkało... Moja 'najlepsza przyjaciółka' całowała się z moim byłym już chłopakiem... Podeszłam do nich z uśmiechem i przywitałam się. Rzuciłam tekstem: "bawcie się razem dobrze, jesteście obydwoje sami siebie warci" i wyszłam. Kylie i Jace próbowali się ze mną kontaktować, ale olałam to. Unikałam ich. Teraz jednak wiedziałam, że czekał mnie powrót do szkoły, co oznaczało, że musiałam ich widywać... Razem czy osobno...
 Weszłam do parku i podgłosiłam piosenkę Rihanny. Szłam powoli, patrząc na wszystko to, co cieszy ludzi, a mnie tak boli... Gdzieś dwa metry ode mnie na ławce siedziała całująca się para... Jeszcze gdzieś indziej wydurniała się para najlepszych przyjaciółek. A tak poza tym? Była sobota, więc było wiele młodzieży oraz ludzi z psami. 
 Nagle moją uwagę przykuł człowiek bardzo podobny do Jace'a. Trochę dalej ode mnie... Te same jeansy, koszula... Ale chwileczkę, dlaczego dziewczyna, którą opierał o drzewo i trochę zbyt namiętnie całował nie była Kylie?! Już miałam do niego podejść i go ochrzanić. Do tego uderzyć go i to dosyć mocno. Jednak dlaczego miałabym to robić? Dlaczego miałabym bronić dziewczyny, która udawała najlepszą przyjaciółkę, a na boku obściskiwała się z moim chłopakiem? Kiedy tak stałam i myślałam o tym wszystkim, nawet nie zauważyłam, jak ktoś podchodzi do mnie od tyłu.
 Ciężki osobnik zaczął mnie szarpać. Chciał wyrwać mi z rąk moją torbę i telefon! Kopnęłam go, lecz on oddał mi ciosem w brzuch. Upadłam na ziemię, skręcając się z bólu i już chciałam zacząć krzyczeć, by ktoś złapał go i zabrał mu mój telefon, jednak zobaczyłam jak wysoki chłopak daje mu z pięści w twarz. Upuścił moje rzeczy, a po chwili uciekł przestraszony. 
 Podniosłam moje rzeczy z ziemi i wtedy usłyszałam głęboki i niski głos. 

-Nic ci nie jest? - zapytał, a ja spojrzałam na niego. Mój 'bohater' stał nade mną z wyciągniętą ręką. Miał półdługie, brązowe i kręcone włosy. Ubrany był w obcisłe, czarne rurki oraz koszulę, zapiętą na dwa, góra trzy guziki. Podałam mu dłoń, a on pomógł mi wstać. - Chyba dosyć mocno  cię uderzył, może mam zawieźć cię na pogotowie...?

-Nie, nie... Wszystko w porządku. - odparłam pośpiesznie. - Dziękuję ci bardzo, nie wiem, co bym zrobiła, gdyby zwiał z moimi rzeczami...

-Nie dziękuj mi, bo naprawdę nie ma za co. - odpowiedział, patrząc mi w oczy. Uśmiechnęłam się, po czym poczułam się trochę niezręcznie, czując na sobie jego uwodzicielski wzrok.

-Coś nie tak? - spytałam, a on chyba się zakłopotał. Pokręcił przecząco głową. I dalej to robił... Patrzył na mnie tym swoim wzrokiem. Był taki cudowny... Uwodzicielski... Czułam, że chciałabym mieć z nim coś wspólnego. - Emm... Jeszcze raz bardzo ci dziękuję. 

-Naprawdę nie musisz mi dziękować... Ale... 

-Nie mów, że cię uderzył, błagam...

 Zachichotał, a ja spojrzałam na niego ze zdziwieniem. No tak, zbyt bardzo panikowałam. Zresztą, jak zwykle...

-Jestem Harry. - podał mi dłoń.

-A ja Alice. 

-No, więc Alice... Ally... Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy... - powiedział, po czym wziął do ręki moją komórkę. Gdy mi ją oddał, zobaczyłam, że wpisał mi swój numer. - Do zobaczenia...

 Po tych słowach odszedł, a ja stałam jeszcze przez chwilę, jak głupia. Czy to naprawdę mi się przytrafiło? Może to jakiś dobry znak? A co, jeśli nie i Harry okaże się być taki jak Jace...? Nie każdy musi taki być, ale on wydaje się być westchnieniem kobiet. Tym bardziej, że jest atrakcyjny, a te jego oczy... Było w nich coś magicznego. Zauważyłam duże, czarne piórko leżące przed moimi stopami. Podniosłam je i uznałam, że na pewno nie należy do żadnego ptaka.
 Nie, Alice! Nie zadzwonisz! - pomyślałam sobie i wróciłam do domu. 


  

4 komentarze:

  1. Witaj kochana!
    Trafiłam tu przypadkiem i zostaję!
    Spodobał mi się pierwszy rozdział więc czekam na kolejny!:)
    Mam nadzieję, że szybko się spotkają.
    Na następnego.

    Zapraszam do mnie w wolnej chwili!:)
    saveyoutonight-louistommo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejciu, dziękuję Ci bardzo! Nawet nie wiesz, jak bardzo ważne i motywujące są dla mnie takie słowa! Jeszcze raz - bardzo dziękuję!

      Usuń
    2. Uwierz mi, że wiem:)
      Nie ma nic lepszego!
      Kiedy mniej więcej kolejny rozdział? <3

      Usuń
    3. Jeśli się uda, to wstawię nawet jutro:)

      Usuń